wtorek, 27 maja 2014

Hej Hej !

 ...na trochę nas wcięło...a raczej mnie - Pańcię...i choć znów mogę obiecać, że to się nie powtórzy to w ogóle tego nie zrobię. Niestety w życiu jest różnie a to się mocno przekłada również na nasze białasowe historie...
Nadrabiając choć odrobinę zaległości....tak spędzaliśmy weekend:








...w drodze do domu:




...a poniedziałek wyglądał tak:



...i tak do kolejnego weekendu :-)
BIałasy Pozdrawiają :-)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jak weszłam na czarną listę. Listę osób, z którymi się nie rozmawia!

Jak weszłam na czarną listę osób, z którymi się nie rozmawia...
...spacer, wyposażona w skami, zabawki i inne takie opcje urozmaicenia harców.
Standardowo ubowa mamy po pachy, szczególnie ja, gdyż spacery są dla  mnie na tyle interaktywne, że to ja mam największe kłopoty z powrotem do domu...a raczej mój rytm serca :)

Ostatnie spacery podniosły mi ciśnienie jeszcze bardziej ...
Dziewczyny biegają, Mela z piłeczką, Cassie jak zwykle zainteresowana wszystkim dookoła...przechodnie chodzą, czasem ktoś podejdzie powiedzieć, że są śliczne itp...taka norma :) do której już przywykłyśmy :)
...tym razem było inaczej. Podeszła kobieta, która wprost pyta " czy będą miały małe, bo ona by kupiła takie fajne małe"....w pierwszym odruchu zbaraniałam, ręce mi opadły ale mówię stanowczo, że "nie i nigdy nie będzie". ...a babka dalej ciągnie, że one takie fajne...
Starając się zachować resztki cierpliwości i opanowania starałam się pani uzmysłowić, że nie trzeba od razu kupować chcąc mieć takie małe i fajne. Jest tyle psów w schroniskach...przecież nawet pudle i to białe w schronisku siedzą....na co pani odpowiada, że nie....bo ona chce takie małe....
Chyba miałam wspaniały wyraz twarzy bo myśli miałam w kolorach krwistej czerwieni....pani na swoje szczęście odeszła....

Kolejny spacer, znów dokazujemy....idzie babeczka...zatrzymuje się i pyta czy będę miała małe?!
Najpierw chciałam się roześmiać i odpowiedzieć, że nie jej sprawa czy planuję mieć dzieci ale....
Ostatecznie odpowiedziałam zgodnie z jej sugestią, że nie, dziewczyny nie będą miały małych NIGDY!
A babka ciągnie temat...bo ona by matce swojej starszej kupiła takiego pudla bo mama kiedyś pudla miała i chciałaby znów. Że ona to uwielbia psy i sama ma 3 yorki....Więc mówię kobiecie, że akurat pudle to są w schornisku więc jak tak bardzo chce to trzeba tylko się rozejżeć...a poza tym, to starsza osoba nie powinna mieć małego psa bo z całym szacunkiem ale z tym psem później co będzie....??

Niestety i ta niezrozumiała absolutnie. Obruszyła się tylko i poszła...
Szczerze mówiąc mam nadzieję, że więcej mnie nie zagadnie nikt w tej materii bo chyba ja pogryzę a szczepiona przeciw wściekliźnie nie byłam....

LUDZIE ŚWIĘCI...

P.S. ...zgodnie z prastarym powiedzieniem, że i kota można zagłaskać....dziewczyby odsypiają wizytę mojej siostry, która przez bite dwa dni....smyrała, drapała, tuliła, głaskała, buśkała...i inne takie :)
Ewa! DZIĘKUJEMY :)

środa, 20 listopada 2013

...były sobie dwa pacany...

...jeden mniejszy a drugi mały:

Czyli wieczorne harcowanie:


...gra w kreca:




...i SŁODZIAKI:





czwartek, 14 listopada 2013

...czas zbyt szybko leci

...to miała być króciutka chwila. Sporo się działo. Miało mnie nie być tu dosłownie na moment a okazuje się, że już pół roku poszło...
Oj, jest o czym pisać.
Zdecydowanie muszę powiedzieć, że Majki znalazł dom - to dla wszystkich, którzy jeszcze czasem tu zaglądają :)

Dostałam nawet nowe zdjęcia urwisa tak więc pozwolę sobie choć jedno przemycić ku pochwale:




My większość czasu spędziłyśmy na wsi. Tam jest zajęć całe mnóstwo. Naprawdę nie można się nudzić.
Mela zdobyła kolejny stopień swego wtajemniczenia...a nawet dwa :)
Po pierwsze, Mela poluje już nie tylko na kury sąsiadki...do gry weszły również ptaszki i koty.
Po drugie, Mela zna granice swojego podwórka. Kura stojąca na terenie sąsiadki, mimo, że nie jest on ogrodzony i kura stoi " na wyciągnięcie łapy" jest NIETYKALNA :-)
Mela drży na myśl o upolowaniu takiej jednej, czarnulki, która notorycznie wymyka się na beztroski spacer  czym wzbudza w Meli zrozumiale efekt pożądania...jednak do czasu kiedy nie naruszy ona granic posesji należy obejść się tylko smakiem ...

Ah, bym zapomniała. Mela również jest nieustraszona. Ostatnio wgryzła się w zad wilczurowi sąsiadów gdy ten, korzystając z panującego mroku przeskoczył przez bramkę by spenetrować nasze włości. Mela najzupełniej w świecie usłyszała brzęk furtki podczas gdy przeskakiwał przez nią Rex. Kazała natychmiast się wypuścić i dorwała go jeszcze gdy ten robił skok powrotny na swój plac. Ja usłyszałam tylko donośny jęk. Trochę mi go było szkoda choć z drugiej strony....pilnuj swego podwórka a jak wpadasz na gościnne występy to się musisz liczyć z wgryzieniem w zad :-)
...oj jak w takich momentach cieszy mi się buzia na myśl o posiadaniu Boerboela ( czy ja mówiłam, że to moje marzenie?)

No i, miało być o psach a wyszło o mnie :-) Taka jestem egoistyczna. To na podsumowanie jeszcze tylko kilka sweet fotek :







wtorek, 30 kwietnia 2013

Test zmęczonego psa

...po czym poznać, że pies jest zmęczony?

Cassie - Królewna w piernatach :-)
Trzeba powiedzieć Cassie, że idziemy na spacerek a ta nawet nie drgnie :-)

Malwinka - Niedźwiedź polarny
Wypady na wieś są rewelacyjne. Nie ma spania w trakcie dnia więc zmęczenie daje o sobie znać strasznie szybko. Jeżeli po takim weekendzie fundujemy jeszcze 3h spaceru w parku to efekt murowany.

Majki de Bichon - odpadł
Uwaga ! znów mam tylko dwa psy - Cassie zalega na poduszce i wstaje tylko zrobić siusiu i coś wszamać :-) Jest moc!

Cassie i jej typowa pozycja spalnicza :-)
 ...a przed nami jeszcze więcej dni na wsi - będzie się działo !

HURRRRRRRRRRRRRRRRRRRRA !






czwartek, 25 kwietnia 2013

Wychowywanie


...zainteresowanie Majkim jest i to spore. Chyba faktycznie jest tak, że po psa w typie konkretnej rasy jest więcej potencjalnych chętnych...a do tego małe, białe...fajne.

Standardowo mówi się, że taki uratowany psiak kocha mocniej, przywiązuje się bardziej...i to święta prawda ALE nic nie dzieje się ot tak po prostu. TRZEBA pamiętać o tym, że sam fakt tego, że wieźmiemy go do swojego domu, gdzie my czujemy się wspaniale nie wpłynie na samopoczucie psa i nie będzie nam od razu dozgonnie wdzięczny. Na miłość, szacunek i przywiązanie MUSIMY sobie zasłużyć.

Psy porzucone, schroniskowe bardzo często mają swoje pewne problemy, których trzeba mieć niewątpliwą świadomość. Z większością z nich można sobie zdecydowanie poradzić ALE wymaga to od nas, ludzi, dużo pracy, zaangażowania, cierpliwości...

Majki, kiedy miał trafić do mnie dostał opis bardzo niepokojący - chyba tak bym go nazwała. Mam w domu bichona, znam tą rasę, wiem jak "powinny" zachowywać się te akurat białasy a opis Majkiego nie za bardzo do tego wzorca pasował.


Cassie & Majki - dwa Bichony
Moja praca z nim, ba! jaka moja? Moje dziewczyny pracują z nim non stop. Pokazują mu NOWY ŚWIAT!, to, że nie trzeba wyć kiedy pańcia zamyka za sobą drzwi - bo na pewno wróci skoro powiedziała, że idzie tylko do pracy, że smakołyki, kiełbaska i generalnie to co daje do jedzenia pańcia jest fajne i można śmiało gryźć...Pokazują mu, że można przyjść i się pomiziać i że nie trzeba nikogo gryźć żeby było fajnie, że można mieć wesoło innymi sposobami....
Proste?
Majki pilnuje wyjścia na balkon...

To proszę, wyobraź sobie sytuację, w której siedzi Twoje dziecko na wersalce, obok niego leży pies...i na widok Ciebie podchodzącej/podchodzącego w stronę swojego dziecka pies zaczyna warczeć...im jesteś bliżej...pies zaczyna warczeć mocniej, zaczyna wstawać i przygotowuje się do ataku....CO WTEDY ZSROBISZ?
Oddasz Majkiego bo warczy?
Bo ktoś go właśnie oddał z taką tabliczką? PIES WARCZY !

Najlepszym sposobem na walkę z nudą jest...SEN

Wkurzyło mnie to w pierwszej chwili bo gdyby był kotem to by miauczał ale....faktycznie jest tak, że Majki ma ciągoty do sprawowania "opieki" nad wybraną osobą.
Dlatego to, że mówię, że opiekunowie MUSZĄ być konsekwentni to tylko dlatego, że pewne zachowania można wyłącznie w ten sposób opanować.

Jak na Bichonka przystało idąc spać zwijam się w kłębek jak kotek :-)
Już jest lepiej. Majki zaczyna rozumieć, że nie może się tak zachowywać ale pewnie potrwa to jeszcze trochę i będzie trzeba mieć na uwadze fakt, że kiedyś, mimo pracy, taka sytuacja może się jeszcze przytrafić.

Majkiś na balkonie z własnym łupem :-) 

Odwiedziła nas któregoś dnia córka sąsiadki. Jest ona w wieku szkolnym ( IIIkl SP). Pierwszy kontakt był dość nieśmiały. Dziewczynka obawiała się trochę Majkiego, szczególnie, że miał on w zębach swoją zabawkę i na wyciąganą do niego rękę zaczynał warczeć.
Uspokoiłam Olę, powiedziałam jej, że taki warkot to próba zabawy, że Majki odda jej zabawkę jeżeli za nią złapie...Dziewczynka trochę odważniej jednak z dystansem podchodziła do Majkiego dalej...na co on zaczynał jeszcze głośniej warczeć....

Stołóka do jedzenia kości = balkon

Nie mam niestety żadnego nagrania w tym momencie jednak postaram się je zrobić aby pokazać, że osobie nie znającej Majkiego i jego dźwięków faktycznie może wydawać się, że pies jest bardzo agresywny.


... moje wnioski z obserwacji i poznania Majkiego powodują, że będę lobbować aby Majki trafił do rodziny gdzie jest już ułożony dobrze pies ( innych zwierząt raczej nie zna. Na kota zareagował krzykiem :-) ), jeżeli w domu mają być dzieci to wyłącznie starsze - nie ze względu na Majkiego lecz ze względu na nieprzewidywalność zachowania dziecka. A NA PEWNO nie zgodzę się aby poszedł do domu, w którym będzie jedynym zwierzęciem i będzie siedział w nim sam na czas nieobecności domowników !!!!!!!!!

sobota, 20 kwietnia 2013

Dieta

...niestety bez nowych zdjęć. Nie wyrabiam się na zakrętach. Łapię się na tym, że coraz więcej czasu mam zajęte niewiadomo dokładnie czym i najmniej mi go zostaje na to co bym chciała...

Majki z każdym dniem bardziej się ogarnia choć lekko nie jest.
Dziś w nocy ( a raczej nad ranem) dziewczyny zeszły z łóżka ( bo przecież śpimy razem) jak zwykle do wodopoju...Ku ich zdziwieniu po powrocie nie otrzymały zgody na wejście..nie, nie, nie ode mnie....ja spałam i o niczym nie wiedziałam...
Usłyszałam jakieś warknięcie ale Majki tak ma podczas snu lub gdy się przebudzi...więc smacznie spałam dalej...do czasu...

W pewnym momencie sen mój wyrwał pisk...Otworzyłam zaspane oczy i co widzę? Dziewczyn na łóżku nie ma. W moich nogach, wzdłuż łóżka leży sobie zadowolony Majki a Cassie na pzreciwko niego w kracie...i piszczy... Mela profilaktycznie udała się do stojącejw przedpokoju budy....

Jako mamcia oczywiście wstałam, zgoniłam Majkiego do jego legowiska i wzięłam biedną Cassie z kraty na łóżko. Nie zdąrzyłam jej donieść jak susem na łóżko wleciała również Mela.
Tym sposobem wszystko wróciło do normy....Wszystkie baby w łóżku a faceci...pod łóżkiem :P


Majki i jego zabawa smakołykiem

Dziś odkryłam coś nowego.
Ah, bo nie wiem czy wspomniałam ale Majki to chodzący szkieletor...niestety pod białymi kudełkami BARDZO MARNEJ JAKOŚCI są same kości...okropnie się go dotyka...Wcale nie ma miękkiego futerka...jest jak sztuczne, anielskie włosy z chińskiego sklepu, które wiesz się czasem na choince...a pod spodem tylko gnaty...
Nie wiedział co się robi ze smakami, porozwalał sobie dziąsła bo zupełnie nie bbyły przyzwyczajone do gryzienia suszonych uszek i kurzych łapek...
Dziś jednak odkryłam czym karmiony był na pewno Majki....otóż, aż podskakiwał jak dostał....BAGIETKĘ!...czyli co? dostawał do jedzenia chleb!
...rosołek również wychleptał, ze wszystkich trzech misek dzieląc się niewielką porcją z Cassie.

Udało mi się dziś troszeczkę podciąć mu te straszny kudły. Już wygląda trochę lepiej choć nie jest to pełnia szczęścia. Nie chciałam stresować go za mocno. Niech się chłopak przyzwyczaja do czesania i pracy maszynki...No i od następnej kąpieli wchodzi ODŻYWAKA! ...to, że działa to przecież widać na Meli :-)



P.S. Pytanie z dziś, które mnie rozwaliło:
( byliśmy całą bandą na spacerze i spotkaliśmy pana z kundelkiem)
Czy one są z jednego roju?